Marion:
Siedziałam razem z Alice i opowiadałam jej to, co powiedziała mi Mary na temat swojego związku z Jaredem.
- Ciekawe dlaczego wtedy do nie niej nie pojechał. Gdybym to ja dowiedziała się, że ktoś kogo kocham, trafił do szpitala, od razu rzuciłabym wszystko i tam jechała - powiedziała Al, gdy skończyłam mówić.
- Też się nad tym zastanawiałam. Z tego, co zrozumiałam, był wtedy na odwyku, może po prostu nie mógł - próbowałam tłumaczyć jego postępowanie.
- Albo po prostu uniósł się honorem.
- Całkiem możliwe. - Biorąc pod uwagę fakt, jaki czasami bywa Jared, faktycznie mogła mieć rację.
- Poza tym Mary musi mieć niezły ubaw, czytając te wszystkie teorię na temat Buddhy.
- Pewnie tak.
Teraz, kiedy już znałam prawdziwą historię kryjącą się za tą piosenką, te wszystkie interpretacje świadczące o jej religijności mnie bawiły.
Już miałam coś powiedzieć, gdy w pokoju rozległ się dzwonek Alice.
- Zastrzeżony, ciekawe kto to. - Spojrzała na ekranik, po czym przyłożyła telefon do ucha. - Tak? Zaczekaj. - W tym momencie zwróciła się do mnie: - Przepraszam cię na sekundkę. - I zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Ja w tym czasie wstawiłam wodę na kawę i pokroiłam ciasto.
- Wybacz, ale muszę wyjść. - Wpadła szybko do kuchni i zabrała swoją bluzę z krzesła. - Mogę pożyczyć twój samochód?
- Jasne - odpowiedziałam, rzucając jej kluczyki. - A coś się stało?
- Opowiem ci wszystko, jak wrócę. - Pocałowała mnie w policzek i wyszła z domu. Znając życie, chodziło o jakiegoś faceta.
Po raz kolejny zostałam sama, gdyż Harry nie wrócił jeszcze znad jeziora. Mam tylko nadzieję, że się tam nie utopił.
Siedziałam w kuchni i znudzona wpatrywałam się w kubek. Chyba najwyższy czas zabrać się za pracę, którą zadał mi doktor Smith, przecież portret psychologiczny nie napisze się sam.
Na początku nie bardzo wiedziałam, jak się do tego zabrać, więc pierwsze, co postanowiłam zrobić, to wynotować cechy, które u niej zauważyłam i swoje opinie na jej temat.
Napisałam, że na początku mnie przerażała, ale z biegiem czasu się do niej przekonałam. Zastanawiało mnie, jakim cudem osoba tak silna psychicznie, nie jest w stanie poradzić sobie z nałogiem. Po czym pomyślałam, że może ona po prostu tego nie chce. Może lepiej jej na haju, kiedy to nie myśli o wszystkich okropnościach, przez które w życiu przeszła. Powiedziała mi, że zupełnie inaczej wyobrażała sobie swoje życie, że w wieku dwunastu lat nawet nie myślała, że za rok straci dziewictwo i zacznie brać.
Kiedy miałam siedemnaście lat, czułam się jak w jakimś błędnym kole. Robiłam rzeczy, o których mówiłam, że nigdy ich nie zrobię, stawałam się zupełnym zaprzeczeniem tego, kim chciałam być. Tylko Jaredowi o tym mówiłam, przypomniałam sobie to, co powiedziała mi jakiś czas temu. Stąd też Mary was becoming everything she didn’t want to be.
Wygląda na to, że Leto jest dobrym słuchaczem. To naprawdę niesamowite, że po tylu latach dokładnie pamiętał słowa Mary, musiał ją naprawdę kochać, więc dlaczego nigdy się z nią nie skontaktował? Czyżby czuł się aż tak urażony? Nie jestem w stanie zrozumieć tego człowieka...
- Kochanie, wróciłem! - rozległo się wołanie i w drzwiach stanął Harry. Wygląda na to, że jednak się nie utopił. - A gdzie komitet powitalny?
- Nie ma.
- No wiesz co, to ja tu wracam po tak długiej nieobecności, a tu nikt mnie nie wita?
- Witaj! - rzuciłam z udawanym entuzjazmem i wstałam od stołu, by pomóc mu wnieść torby.
- A gdzie moja Alice? - zapytał, gdy już byliśmy na górze.
- Dostała tajemniczy telefon i gdzieś pojechała - odpowiedziałam.
- I ty o tym tak spokojnie mówisz? A jak to jakiś gwałciciel?!
- Skarbie, gwałciciele nie umawiają się ze swoimi ofiarami przez telefon.
- Jesteś tego pewna? - Poruszył brwiami, wywołując tym u mnie atak śmiechu. - A tak w ogóle, to jest coś do jedzenia?
- W garnku jest wczorajsze spaghetti.
Gdy tylko to usłyszał, zbiegł po schodach w mgnieniu oka.
- Tylko się nie zabij! - krzyknęłam za nim, ale był już zbyt zajęty przewracaniem lodówki, by to usłyszeć.
Gdy zeszłam na dół, był już w trakcie odgrzewania zawartości czerwonego garnka.
Zebrałam leżące na stole papiery i zaniosłam jej do swojego pokoju, położyłam na biurko i zeszłam z powrotem do kuchni.
Harry był już na etapie jedzenia, a raczej pochłaniania wczorajszego obiadu.
- Oni cię tam głodzili, czy co? - zapytałam, patrząc na niego.
Odpowiedział mi coś z pełnymi ustami, więc nie zrozumiałam ani słowa. Już miałam prosić, by powtórzył, gdy usłyszałam podjeżdżający samochód. Wyglądało na to, że Alice właśnie wróciła ze spotkania.
Gdy tylko zgasiła silnik, usłyszałam drugie auto.
- Al nam kogoś przyprowadziła - powiedziałam w stronę Harry'ego, który szybko podbiegł do okna, a następnie do drzwi.
- No nie wierzę, znów się spotykamy - padło z ust Jackiego.
Będąc ciekawa, na kogo widok tak zareagował, odwróciłam i zobaczyłam Jareda stojącego przed moimi drzwiami. Stałam jak wryta, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
- Wchodź - powiedzieli równocześnie moi współlokatorzy.
- Cześć, Marion - usłyszałam i ... uciekłam na górę!
Co on tu, do cholery, robi?! Byłam tak zdezorientowana, że nie wiedziałam, co mam robić. W moim salonie właśnie stoi Jared Leto, a ja jak jakaś idiotka uciekłam do swojego pokoju.
Usiadłam na łóżku i starałam się uspokoić. W tym momencie usłyszałam pukanie.
- Proszę - powiedziałam, po czym drzwi się uchyliły.
- Mogę wejść? - usłyszałam głos, który wywoływał ciarki na moich plecach.
- Tak - odpowiedziałam bardzo niepewnie.
Jared:
Tak jak się spodziewałem, uwaga wszystkich była teraz skupiona na mnie i na Emmie. Z oficjalniej strony sióstr zniknęło oświadczenie Sue, więc ją miałem już z głowy. Miałem nadzieję, że to ją czegoś nauczy.
- Słuchaj, miałbym do ciebie jeszcze jedną prośbę - zwróciłem się do asystentki. - Porozmawiaj z Lucy.
- Dlaczego ty tego nie zrobisz?
- Nie chce mnie widzieć, poza tym jesteś kobietą i będziesz potrafiła wyjaśnić jej to w delikatny sposób.
Zgodziła się, więc podałem jej adres i jeszcze raz za wszystko podziękowałem. Oby tylko wszystko zrozumiała, bo nie chciałem po raz kolejny jej zawieść.
Kiedy Emma wyszła, rzuciłem się na łóżko i w tym momencie przypomniałem sobie o numerze Alice. Postanowiłem do niej zadzwonić.
- Cześć, z tej strony Jared, masz chwilkę?
- Zaczekaj. - W jej głosie słyszałem niemałe zdziwienie. - Po co do mnie dzwonisz?
- Chciałem z tobą porozmawiać.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Już chciała się rozłączyć, ale zacząłem ją prosić, żeby tego nie robiła.
- Właśnie, że mamy. Widzisz, chciałbym zacząć wszystko od nowa, rozliczyć się z przeszłością, naprawić błędy.
- Jakoś ci nie wierzę.
- I masz do tego prawo. Nie oczekuję, że nagle o wszystkim zapomnisz, chcę tylko prosić o rozmowę.
- Przecież rozmawiamy.
- Ale nie przez telefon. Wolałbym osobiście. Mogłabyś przyjechać do tej kawiarni, w której kiedyś razem byliśmy?
- Nie wiem...
- Proszę cię, to nie zajmie ci dużo czasu.
- Okey, ale tylko mnie dotknij, a przysięgam, że...
W tym momencie jej przerwałem, bojąc się tego, co mogę usłyszeć.
- Dobra, to już wyjeżdżam z domu. - Prawdę mówiąc, bałem się, że nie będzie chciała mnie widzieć, ale okazała się bardziej wyrozumiała niż myślałem.
Kiedy wszedłem do lokalu, jeszcze jej nie było. Usiadłem więc przy najbliższym wolnym stoliku i zamówiłem dwie kawy.
Gdy tylko drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich Alice, wstałem z krzesła i wskazałem jej miejsce na przeciwko siebie. Usiadła, ignorując moją dłoń wyciągniętą w jej stronę.
- Nie liczyłem na to, że od razu rzucisz mi się na szyję i wymażesz z pamięci tamto zajście. Chcę po prostu, żebyś wiedziała, że jest mi cholernie wstyd za to, co ci wtedy zrobiłem. Nie wiem, co sobie wtedy myślałem.
- W ogóle nie myślałeś.
- Pewnie tak, ale teraz chciałbym cię za to przeprosić. Nie powinienem był tego robić, zwłaszcza, że mówiłaś mi, że tego nie chcesz.
- Nie powinieneś był. - Wzięła łyk kawy i po chwili dodała: - Ale ja też powinnam była wiedzieć, jak może się skończyć przebywanie sam na sam z dorosłym facetem, zwłaszcza z takim, do którego czułam ogromny pociąg i któremu też nie byłam obojętna, przynajmniej fizycznie.
- Wtedy dopiero co rozstałem się z dziewczyną, brakowało mi kontaktu z kobietą.
- Więc postanowiłeś spenetrować swoim wielkim członkiem nastoletnią dziewicę.
Po tych słowach poczułem jeszcze większy wstyd niż wcześniej.
- Wiem, że na pewno nie było to dla ciebie nic przyjemnego.
- Nic przyjemnego, powiadasz? Nawet nie wiesz, co wtedy czułam i nie chodzi mi tu o ból fizyczny. Ufałam ci, przez te trzy miesiące byłeś dla mnie centrum wszechświata, uważałam cię za ideał. Przystojny, inteligentny, zdolny i taki uroczy, jak on by mógł zrobić krzywdę małej Alice?
Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, chyba nigdy wcześniej nie czułem się, aż tak winny.
- Nawet nie wiesz, jak cholernie imponowało mi to, że ktoś taki jak ty na mnie leciał. Byłam w stanie zrobić dla ciebie wszystko. Uwierz mi, że gdybyś wtedy wykazał się chociaż odrobiną delikatności, zaspokoiłabym każdą twoją potrzebę, ale nie, ty musiałeś pokazać, jaki to z ciebie mężczyzna.
- Przepraszam. - Czułem, jak do oczu napływają mi łzy. - Gdybym tylko mógł, cofnąłbym czas i nie dopuścił do tego wszystkiego.
- Gdybym mogła, zrobiłabym to samo - usłyszałem i spojrzałem jej w oczy. Łzy, które siedziały pod powiekami, spłynęły mi po policzkach. To chyba przekonało Alice, co do szczerości moich przeprosin.
- Dobra, nie marz mi się tutaj. Wybaczę ci, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? - zapytałem, ocierając twarz.
- Pamiętasz Marion, dziewczynę, którą puknąłeś po spotkaniu ze swoimi fanami?
- Pewnie, że pamiętam - odpowiedziałem, przypominając sobie tamtą noc.
- No, to pojedziesz teraz ze mną do mnie i ładnie ją przeprosisz za to, jak potraktowałeś ją na drugi dzień. Jeśli ona ci wybaczy, ja też to zrobię.
Szczerze wątpiłem w to, że Marion będzie wobec mnie łaskawa, ale postanowiłem zaryzykować i przystałem na propozycję Alice.
Dopiliśmy kawę, zapłaciłem rachunek i opuściliśmy lokal.
- Ja pojadę przodem - rzuciła Al i wsiadła do auta, zrobiłem to samo i czekałem, aż ruszy.
Przez całą drogę zastanawiałem się, co powiem Marion. Nie znałem jej i nie wiedziałem, jak może zareagować, miałem tylko nadzieję, że mi wybaczy.
Kiedy Alice wjechała na podjazd, serce waliło mi jak młotem. Wysiadłem z samochodu i oboje weszliśmy na betonowe schodki.
W drzwiach przywitał mnie mój znajomy Harry. Gdy tylko wszedłem, w salonie zobaczyłem Marion, przywitałem się z nią, na co ona zareagowała ucieczką.
- Wygląda na to, ze będzie ciężko - powiedziałem.
- Nasza Mary to bardzo wrażliwa dziewczyna. Od kilku lat jest twoją wielką fanką, miała jakieś tam wyobrażenie o tobie, które zburzyłeś tą akcją w Black Cloud, więc nie dziw się, że tak zareagowała - powiedziała Alice. - Najlepiej będzie, jak teraz do niej pójdziesz. Jeśli będziesz z nią szczery i nie będziesz zachowywał się jak pieprzony gwiazdor, wybaczy ci.
- Mam nadzieję - powiedziałem i wszedłem na schody.
- Trzymam za ciebie kciuki - usłyszałem za plecami głos Harry'ego i postawiłem stopę na kolejnym stopniu.
Kiedy byłem już przed drzwiami wskazanymi przez Alice, delikatne zapukałem. Usłyszałem "proszę" i uchyliłem drzwi, pytając czy mogę wejść. Odpowiedź była twierdząca, więc pewnym krokiem przestąpiłem próg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz